Polski Disneyland na turystycznym pustkowiu

Dzisiaj chciałbym przedstawić Wam coś innego niż do tej pory. Opisywana atrakcja turystyczna znajduje się na Opolszczyźnie, czyli w regionie, który pod względem turystycznym wypada blado w porównaniu do reszty kraju. Około 30 km od Opola w niewielkiej miejscowości o dwuznacznie brzmiącej nazwie – Moszna znajduje się obiekt niezwykle ciekawy, który jest atrakcyjny w skali kraju.

Pałac w Mosznej o którym mowa śmiało można porównać do pałacu z czołówki filmów Disneya. Zapewniam Was, że najbardziej wymagający turysta będzie zadowolony z wizyty tutaj. Ja osobiście wiedziałem o tym miejscu tylko dlatego, że studiuję w pobliskim Opolu. Jako nastolatek mieszkający ówcześnie około 170 km od pałacu w Mosznej kompletnie nie miałem o nim zielonego pojęcia. Jednak gdy już przyjechałem tutaj na 3 roku studiów byłem zachwycony tym miejscem.

20160530_110149
Pałac w Mosznej widziany od strony wejścia
20160530_110924
Widok od strony parku

Według mnie pałac w Mosznej jest idealną atrakcją jednodniową, zwłaszcza dla osób goszczących lub przejeżdżających przez Opolszczyznę. Sama budowla znajduje się przy drodze z Opola do Prudnika. Zatem jadąc np. w Góry Opawskie, czy w kierunku Dolnego Śląska aż żal nie skorzystać z możliwości zobaczenia tego miejsca.

Wstęp na teren parkowo-pałacowy kosztuje 6 zł, a zwiedzanie zamku z przewodnikiem 10 zł. Jest to cena niewygórowana, biorąc pod uwagę to co zamek ma do zaoferowania. Warto podkreślić, że znajduje się tutaj hotel i restauracja. Jeśli chcemy zakosztować zamkowych luksusów to za apartament 2-osobowy zapłacimy 350 zł. Cena dość wysoka, jednak pokoje są bardzo przestronne i gustownie urządzone. Noc w zamku to niesamowite przeżycie. Restauracja oferuje dania kuchni regionalnej i europejskiej. Raczyć się tu można zarówno żurkiem śląskim i roladą śląską z kluskami w sosie pieczeniowym. Jeżeli liczymy na duży wybór noclegów i oferty gastronomicznej powinniśmy jednak udać się do Opola. W samej Mosznej bowiem nie ma szerokiej oferty usług dla turystów.

20160530_131900
Zamkowa ekspozycja

Pałac w Mosznej jest jednym z najbardziej znanych zabytków Opolszczyzny. Powstał w XVII wieku, a jego rozwój należy wiązać przede wszystkim z przemysłowym rodem Tiele-Wincklerów. W bryle budynku wyróżnić można 3 części. Najbardziej reprezentatywne jest wschodnie skrzydło w stylu neogotyckim. Warto wspomnieć, że w pałacu znajduje się aż 99 wież i 365 pomieszczeń. Od przewodnika można usłyszeć, że każde z nich miało służyć na inny dzień w roku. Warto pospacerować w zamkowym parku. Rośnie tam stary drzewostan oraz rzadko występujące azalie. W zamku odbywa się wiele ciekawych wydarzeń kulturalnych, jak bale sylwestrowe, maskowe i rycerskie, czy święto kwitnących azalii.

Na sam koniec chciałbym wspomnieć, że przy pałacu funkcjonuje stadnina koni. Jej tradycje sięgają 1948 roku, a konie z tutejszych hodowli osiągają liczne sukcesy w międzynarodowych zawodach.

20160530_111401.jpg
Pałacowy park

JEŚLI POST SIĘ SPODOBAŁ ZAPRASZAM DO POLUBIENIA FUNPAGE WOKÓŁ TURYSTYKI  https://www.facebook.com/oturystyce/

Święto Niepodległości w Karkonoszach – Szklarska Poręba 2013

Szklarska Poręba jest obok Karpacza jedną z najważniejszych miejscowości recepcyjnych polskich Karkonoszy. To nieco mniejsze od Karpacza górskie miasteczko charakteryzuje się ciekawym mikroklimatem. Przypomina on w dużym stopniu klimat alpejski, panujący na wysokościach około 2000 m n.p.m. podczas gdy najwyżej położony fragment Szklarskiej Poręby nie przekracza wysokości 900 m n.p.m. Klimat ten doceniają sportowcy, zwłaszcza biegacze, których w okolicach miasta można spotkać wielu. Często organizowane są tutaj również obozy sportowe itp.

sam_5025
Jedna z ulic miasta, z widokiem na Karkonosze

Moja wizyta w Szklarskiej Porębie miała miejsce prawie  3 lata temu. Jak zdradziłem w tytule było to w długi listopadowy weekend w 2013 roku. Rozpoczynałem wtedy studia, a sam wyjazd był bardzo spontaniczny. Karkonosze zwiedziłem z nowo poznaną koleżanką ze studiów, z którą dobry kontakt mam do dzisiaj. Tak naprawdę był to mój pierwszy wyjazd w góry w dorosłym życiu. Pomimo przeciętnej pogody (co widać na zdjęciach) wiedziałem, że podróże to jest to co mnie kręci… Do dziś nic nie sprawia mi większej frajdy niż podróże.

Już na samym początku wyjazdu rozpoczęły się przygody. Ze względu na to że sprawdzając rozkład jazdy MZK nie uwzględniłem, iż jest sobota bardzo zdziwiłem się, że autobus mający dowieźć mnie na dworzec nie przyjechał. Na szczęście w ostatniej chwili udało nam się dotrzeć innym autobusem. Na peron biegliśmy, nawet nie zdążyliśmy kupić biletów. W sumie na dobre nam to wyszło, ponieważ konduktor nie sprawdzał biletów –  przejazd za free. Pierwszy dzień wędrówki w Karkonoszach można podsumować jako dzień wodospadów. Sudety, a więc i Karkonosze mają kilka ciekawych wodospadów. Dwa z nich są łatwo osiągalne ze Szklarskiej Poręby. To one były celem wędrówki w tym dniu. Udało nam się zobaczyć Wodospad Szklarki, który ma nieco ponad 13 m wysokości. Jednak to nie wysokość, a malowniczość decyduje o tym, że warto go zobaczyć. Warto wspomnieć, że wodospad i jego okolice (obok Zamku Chojnik) stanowią jedną z dwóch enklaw Karkonoskiego Parku Narodowego. Ze względu na bliskość drogi Szklarki są jednym z częściej odwiedzanych miejsc w Karkonoszach. Drugim wodospadem, który tego dnia udało mi się zobaczyć jest Wodospad Kamieńczyka. Należy wspomnieć w tym miejscu, że wstęp jest płatny, a turysta otrzymuje kask ochronny. Jest to najwyższy wodospad w Karkonoszach – 27 m. Razem ze znajdującym się obok wąwozem zrobił on na mnie duże wrażenie. Z całym szacunkiem do moich ulubionych Tatr  uważam, że jest on krajoznawczo bardziej atrakcyjny niż Wodogrzmoty Mickiewicza.

sam_4599
Wodospad Szklarki
sam_4552
Wodospad Kamieńczyka

Będąc w Szklarskiej Porębie warto odwiedzić Muzeum Mineralogiczne. Na mnie wrażenie zrobiły pojedyncze okazy ozdobnych kamieni i szczątek pradawnych zwierząt. Na pewno osoby interesujące się geologią i kamieniami ozdobnymi lepiej docenią walory tego miejsca. Ponadto można tutaj zaopatrzyć się w pamiątki w formie np. ciekawego kamienia lub lampy solnej.  Drugim miejscem godnym polecenia dla osób spędzających czas w mieście jest Leśna Huta. Ta niewielka huta podtrzymuje miejscowe tradycje wytapiania szkła. Ze względu na obecność dużych zasobów kwarcu i drewna w przeszłości był to dość naturalny kierunek rozwoju przemysłu tutaj. W Leśnej Hucie można przyjrzeć się jak wytapiane jest szkło w niewielkiej manufakturze. Pod okiem instruktora można również wziąć udział w warsztatach i samemu coś stworzyć. Ponadto w sklepiku firmowym można zaopatrzyć się w unikatowe pamiątki. Bardzo ciekawe są również drewniane figury rozmieszczone w okolicach huty.

sam_4565
Drewniane figury niedaleko Leśnej Huty
sam_4568
Gdzieś w Karkonoszach…

O ile pogoda pierwszego dnia była znośna (pomimo niewielkich opadów na początku) tak drugiego dnia nastąpiła zmiana. Tego dnia naszym celem była Szrenica, a następnie Śnieżne Kotły. Ja oczywiście niespodziewający się załamania pogody wybrałem się w góry bez czapki, nawet bez ciepłego polaru pod kurtką (w dodatku skórzaną). Jakie było moje zdziwienie kiedy w pewnym momencie na szlaku zaczął sypać (chyba pierwszy w tym roku) śnieg. Koleżanka zrobiła nawet zdjęcie, na którym mam bardzo mocno oblodzone włosy. Oczywiście ja cieszący się wędrówką i rozmową nie zwracałem na to uwagi. Od tego dnia jako zdecydowanie bardziej świadomy turysta zabieram na trasę wszystko co może okazać się przydatne, bez względu na to czy podczas startu jest słońce czy deszcz, 0 czy 30 stopni. Bardzo cieszyłem się na możliwość zobaczenia Śnieżnych Kotłów. Te polodowcowe kotły cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem turystów. Widok z góry ponoć zapiera dech w piersiach… no właśnie ponoć. Gdy my tam dotarliśmy to ze względu na wszechobecną mgłę znajdująca się tuż obok przepaść nie była widoczna. Poniższe zdjęcie przedstawiające dno jednego z kotłów, w którym znajduje się staw pokazuje jaka wtedy była widoczność. Tego dnia nie udało mi się zrobić żadnej fotografii przedstawiającej ciekawy widok.

Tak więc polska jesień nie zawsze bywa złota. Pomimo przeciętnej pogody wyjazd był jednak bardzo udany. Towarzystwo wyśmienite, wspólne wieczory również, aż żal było wracać do Opola i następnego dnia iść na uczelnię. Chyba będzie trzeba niedługo powtórzyć taki wyjazd…

sam_4719
Staw na dnie Śnieżnych Kotłów

W oczekiwaniu na kolejne lato – wspomnienia z Tatr

Nie licząc ubiegłorocznego krótkiego zimowego wyjazdu w Tatry Zachodnie tegoroczna wycieczka w Tatry Wysokie była moją pierwszą wizytą w tym miejscu. Tak tak… student turystyki, a dopiero teraz zobaczył miejsca takie jak Morskie Oko czy Dolina Pięciu Stawów. Spędziłem tutaj jedynie kilka wrześniowych dni. Jednak było tak cudownie, że z pewnością będą tutaj wracał. Oprócz tego, że Tatry są miejscem bardzo urokliwym duży wpływ na mój zachwyt miała pogoda, która dopisała. Istotne jest również to z kim byłem w tym miejscu. Osoba, która mi towarzyszyła w tych krótkich wakacjach w dużym stopniu przyczyniła się do tego, że będzie to dla mnie niezapomniany urlop.

Wędrowania w górach było 2 dni, a kolejne 2 to dojazd i powrót z Kudowy-Zdrój (w tamtym czasie pracowałem tam w jednej z miejscowych restauracji). Pierwszego dnia jak na prawdziwych  turystów przystało wstaliśmy bardzo wcześnie, szybko ogarnęliśmy się i wyszliśmy oczekiwać na zamówioną poprzedniego wieczora taksówkę. Wędrówkę rozpoczynaliśmy z Palenicy Białczańskiej, jak na złość nie było żadnego busa w godzinach wczesno porannych z centrum Zakopanego, gdzie mieliśmy nocleg. Będąc na miejscu wyruszyliśmy spod kasy Tatrzańskiego Parku Narodowego w stronę Doliny Pięciu Stawów mijając po drodze Wodogrzomoty Mickiewicza. Wodospady te noszą imię naszego wieszcza od 1891 roku, wtedy to Towarzystwo Tatrzańskie nadało tę nazwę na pamiątkę sprowadzenia prochów Mickiewicza na Wawel. Żeby było ciekawiej sam Mickiewicz nigdy w Tatrach nie był. Następnie idąc zielonym szlakiem dotarliśmy nad Przedni Staw Polski. Tutaj udało mi się zrobić chyba najpiękniejsze zdjęcie całego wyjazdu. Chwila odpoczynku przy schronisku i ruszamy dalej w stronę Szpiglasowej Przełęczy. Po drodze widok z góry na Wielki Staw Polski. Niesamowite uczucie widzieć to miejsce. Dolina Pięciu Stawów to z pewnością jedno z najciekawszych miejsc całego pasma górskiego. Co prawda nie widziałem osobiście większości miejsc, jednak mój współtowarzysz podróży mający większe doświadczenie z pewnością potwierdzi. Sama dolina ma charakter polodowcowy. Znajduje się w niej 6 stawów (najmniejszy z nich – Wole Oko jest okresowy, dlatego nie jest uwzględniony w nazwie). Największy Wielki Staw Polski ma głębokość niespełna 80 m. (daje mu to pod tym względem 3 miejsce w całej Polsce!). Pierwotnie planowaliśmy przechodząc przez przełęcz dojść do Morskiego Oka. Jednak ostatecznie zdecydowaliśmy się cofnąć i dotrzeć do tego największego tatrzańskiego jeziora niebieskim szlakiem. Szczerze mówiąc chyba kondycyjnie nie do końca daliśmy radę. Jednak jak powtarzam bezpieczeństwo i dobra zabawa, a nie wyniki są najważniejsze. Z pewnością będzie to dla nas motywacja, aby wrócić kiedyś w wyższe partie Tatr. Będąc nad Morskim Okiem jakoś nie do końca podzielałem entuzjazm wszystkich turystów zachwycających się tym miejscem. Dolina Pięciu Stawów wywarła na mnie nieporównywalnie większe wrażenie. Być może było to spowodowane dużą grupą turystów na miejscu. Wiem wiem… powinienem się cieszyć, w końcu we  wrześniu turystów jest tutaj zdecydowanie mniej niż w wakacje. Po krótkiej przerwie przy schronisku (w przypadku mojego kolegi spędzonej na drzemce na jednym z kamieni) wróciliśmy pieszo czerwonym szlakiem do Zakopanego.

20160912_063535
Wodogrzmoty Mickiewicza
dsc02927
Przedni Staw Polski
20160912_091120
Dolina Pięciu Stawów

 

Drugiego dnia postanowiliśmy, że nie skorzystamy z usług taksówkarza (poprzedniego dnia na przejazd wydaliśmy 90 zł, co dla 2 osób stanowi odczuwalny wydatek). Tego dnia postanowiliśmy udać się busem do Kuźnic. Stamtąd poszliśmy w stronę Hali Gąsienicowej. Na miejscu mieliśmy zdecydować gdzie idziemy dalej. Hala ta w jesiennym wydaniu zrobiła na mnie dobre wrażenie, aczkolwiek myślę, że latem lub wiosną mogłoby być jeszcze piękniej. Panorama Tatr w tym miejscu bardzo spodobała mi się. Najbardziej urzekł mnie widok Małego Kościelca wyrastającego przed innymi, znacznie wyższymi górami. Ostatecznie to właśnie na ten szczyt postanowiliśmy wejść. Niestety (albo i stety) muszę powtórzyć to po raz któryś, ale i tutaj widok był bardzo ładny. Następnie zeszliśmy nad Czarny Staw Gąsienicowy, gdzie postanowiliśmy chwilę pomoczyć stopy. Kolega robiąc mi na złość i „sprawdzając wodoodporność” mojego buta niechcący zanużył go pod wodą. Na szczęście nie nalało się zbyt dużo wody. Wracając znad stawu weszliśmy jeszcze na chwilę do Murowańca. Pierwotnie mieliśmy tam chwilę posiedzieć, ale kolega wracając z toalety przyniósł 2 pyszne szarlotki i 2 zupy. Także postój chwilę się przedłużył.

DSC03039.JPG
Hala Gąsienicowa
DSC03036.JPG
Czarny Staw Gąsienicowy

 

Wyjazd w Tatry był bardzo udany. Cieszę się, że udało się go odbyć przed nieoczekiwanym październikowym śniegiem. Tatry to miejsce bardzo piękne. Pozostaje mi czekać z utęsknieniem na kolejną wizytę w tym zakątku Polski.

Jeżelispodobało Ci się i chcesz być na bieżąco zapraszam na funpage https://www.facebook.com/oturystyce/?ref=aymt_homepage_panel

 

Kłodzko – miasto o dwóch twarzach

Kłodzko jest niewielkim miastem powiatowym położonym w województwie dolnośląskim niedaleko granicy polsko-czeskiej. Stanowi ono centrum Ziemi Kłodzkiej pod każdym względem – geograficznym, gospodarczym, kulturalnym itd. W związku z moją pracą wakacyjną w pobliskiej miejscowości miałem okazję bywać w Kłodzku i nieco poznać je nie tylko od strony turystycznej. Podróżni docierający do miasta komunikacją publiczną tuż po wyjściu z autobusu lub pociągu mogą poczuć się lekko zawiedzeni. Spowodowane jest to tym co zobaczą. Mam tutaj na myśli dworzec autobusowy PKS i dworzec kolejowy Kłodzko Miasto. Oba są w stanie wymagającym kapitalnego remontu. Brakuje tutaj infrastruktury ułatwiającej życie turystom lub jest ona w opłakanym stanie. Ponadto w okolicy dworców napotkać można wielu bezdomnych pod wpływem alkoholu. Bezdomnych, ale także przedstawicieli pewnej grupy etnicznej do których przeciętny Polak podchodzi z dużą dozą ostrożności nie brakuje również w rejonie starego miasta. Spacerując po Kłodzku rzucają się w oczy także budowle będące w ruinie, które odnowione mogłyby służyć mieszkańcom ale i polepszyć turystyczny wizerunek miasta. W całym powiecie, a więc również i Kłodzku panuje wysokie bezrobocie. W lipcu obecnego roku bezrobocie rejestrowane w powiecie kłodzkim wyniosło 17,5%. Dla porównania wartość ta dla województwa dolnośląskiego wyniosła 7,6%, a dla kraju 8,6%. Warto podkreślić, że lipiec to szczyt sezonu turystycznego i innych prac sezonowych.

Oczywiście druga, ta lepsza twarz miasta to turystyka. Kłodzko słynie przede wszystkim z ogromnej, dobrze zachowanej twierdzy. Fortyfikacje pochodzą z XVII i XVIII wieku. Twierdza w Kłodzku ma za sobą burzliwe dzieje. Nie chodzi tutaj o działania militarne, ale raczej o to co działo się tutaj w bardziej współczesnych czasach. Funkcjonowały tutaj m.in.: więzienie, cementownia i winiarnia. Działania tych wszystkich organizacji doprowadziły w znacznym stopniu do zamazania pierwotnego wyglądu i charakteru fortyfikacji. Na placu donżonu wylano asfalt, niektóre pomieszczenia otynkowano i pomalowano farbą, a przejazdy pomiędzy elementami fortyfikacji pogłębiono tak aby samochody transportowe mogły przejechać. Przykłady takich działań można mnożyć. Dopiero w drugiej połowie XX wieku kłodzka twierdza uzyskała status zabytku. Tak naprawdę przystosowanie jej do ruchu turystycznego m.in.: udostępnienie do zwiedzania korytarzy minerskich jak i powstanie wystawy tematycznej w jednym z budynków („Kleszcz”) to kwestia ostatnich lat. Osobiście udało mi się zwiedzić jedynie górną część twierdzy. Uważam, że jest ona warta zobaczenia, ze względu na swoją wielkość i dobrze zachowane budynki. Ponadto można stamtąd zobaczyć panoramę miasta, która bardzo dobrze się prezentuje. Będąc w Kłodzku polecam wybrać się na spacer po starym mieście. Nad kłodzkim rynkiem góruje neorenesansowy ratusz. Obecnie w budynku swoją siedzibę ma wiele wydziałów władz miasta. Ponadto znajduje się tutaj biblioteka, poczta i restauracje. Tuż obok budynku ratusza podziwiać można barokową fontannę z figurą lwa oraz kolumnę Najświętszej Maryi Panny. Idąc nieco w kierunku dworca warto zwrócić uwagę na most św. Jan. Liczy on nieco ponad 52 m długości, a dzięki zdobiącym go figurom przypomina zdecydowanie słynniejszy Most Karola w Pradze. W obrębie starego miasta znajduje się Kolegiata Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Jest to najbardziej okazała i monumentalna budowla o charakterze sakralnym w mieście. Ciekawą atrakcją również dla najmłodszych turystów będą podziemna trasa turystyczna oraz park miniatur Euroland. Podsumowując chciałbym napisać, że Kłodzko jest miastem ciekawym z turystycznego punktu widzenia. Warto przyjechać tutaj na weekend lub zatrzymać się chociaż na chwilę będąc w drodze do pobliskich uzdrowisk czy czeskiej Pragi. Miasto jest przyjazne również rodzinom z dziećmi, którym na pewno spodobają się kłodzkie atrakcje. Mam nadzieję, że władze miasta i regionu będą starały się efektywniej dbać o kłodzkie atrakcje i infrastrukturę tak aby w pełni wykorzystać turystyczny potencjał miasta.

dsc02874
Panorama Kłodzka z twierdzy
20160825_155228.jpg
Wystawa w „Kleszczu”
DSC02462.JPG
Kłodzki ratusz
DSC02472.JPG
Most św. Jana

Pieniny – raj na Ziemi, nieco w cieniu pobliskich Tatr

Pieniny to niewielkie pasmo górskie wciśnięte pomiędzy Gorce i Beskid Sądecki na północy a Magurę Spiską na południu. Góry te dzielą się na Pieniny Właściwe, Pieniny Spiskie i Pieniny Małe. Na znacznej części tych pierwszych w 1932 roku utworzono Pieniński Park Narodowy. Warto podkreślić, iż jest to pierwszy utworzony park narodowy w Polsce. Świadczyć to może o tym, że jest to miejsce unikalne w skali kraju, o wybitnych walorach krajobrazowo-przyrodniczych. Pomimo tego, że jest to jeden z najmniejszych parków w naszym kraju (mniejszy jest tylko Ojcowski PN) jest on odwiedzany przez około 600 tys. turystów rocznie. Daje to największe zagęszczenie turystów na km2 spośród wszystkich parków narodowych w Polsce. Przekłada się to na tłumy ludzi na szlakach w okresie wakacyjnym. Dotyczy to przede wszystkim najważniejszych atrakcji Pienin tj. Trzy Korony, Sokolica, Droga Pienińska i zamek w Czorsztynie. Zagęszczenie atrakcji turystycznych na tym niewielkim obszarze jest wręcz ogromne.

DSC01917.JPG
Widok na Dunajec i Trzy Korony od strony Sromowiec Niżnych
DSC01919.JPG
Spływ przełomem Dunajca
DSC01859.JPG
Reliktowa sosna na Sokolicy

Przechodząc do konkretów postaram się przedstawić najważniejsze miejsca Pienin, które warto zobaczyć w pierwszej kolejności. Pierwszym takim miejscem są Trzy Korony. Są one najwyższym szczytem Pienin Środkowych (982 m n.p.m.). Góra swoją nazwę zawdzięcza charakterystycznemu wyglądowi wierzchołka, a właściwie pięciu wierzchołków. Najbardziej widoczne trzy turnie przypominają właśnie wyglądem koronę. Na szczycie najwyższej Okrąglicy umieszczono platformę widokową, z której roztacza się piękny widok na m.in. Dunajec i pobliskie Sromowce Niżne. Gdy warunki pogodowe sprzyjają można stąd zobaczyć Tatry, Gorce, Beskid Sądecki i Żywiecki. Niestety podczas mojego wejścia o zobaczeniu odległych Tatr mogłem tylko pomarzyć… Ponadto podczas oczekiwania w długiej kolejce do wejścia na szczyt zbliżała się burza więc sam fakt, że wpuszczono nas na metalową platformę widokową był sukcesem. Na szczęście potem pogoda szybko się poprawiła. Drugim, równie znanym szczytem Pienin jest Sokolica. Dla mnie ta góra jest fenomenem. Cała jej „marka” oparta jest o jedną, charakterystyczną sosnę reliktową rosnącą na jej szczycie. Trzeba jednak przyznać, że roślina ta robi wrażenie. Równie pełen uroku jest widok na przełom Dunajca widoczny u podnóży Sokolicy. Do dziś pamiętam dzień w którym wchodziłem najpierw na Sokolicę, a następnie na Trzy Korony. Wejście rozpoczynałem od strony przeprawy rzecznej w Szczawnicy. Ze względu na niewielką wysokość bezwzględną byłem zdziwiony stromym podejściem na samym starcie. Pamiętam również zdziwienie (i marudzenie) osoby, która towarzyszyła mi tego dnia. Wspominałem kilkukrotnie o Dunajcu. W Pieninach rzeka ta jest wielką atrakcją. Pieniński przełom Dunajca jest bardzo malowniczy. Miejscowi członkowie stowarzyszenia flisaków organizują tutaj spływy tradycyjnymi łodziami flisackimi. Jest to bardzo ciekawe przeżycie, ze względu na urozmaicenie trasy spływu. Rzeka na odcinku pomiędzy Sromowcami (miejsce startu), a Krościenkiem (ostatnia stacja) ma górski charakter. Podczas spływu widoczne są również skalne ściany pionowo opadające do Dunajca. Wzdłuż trasy spływu poprowadzono Drogę Pienińską. Jest to świetna opcja dla osób nie lubiących spływów rzecznych. Trasę można pokonać pieszo lub rowerem. Widoki są równie niesamowite jak z poziomu wody. Pieniny to również malownicze sztuczne Jezioro Czorsztyńskie oraz położone po dwóch stronach zbiornika wodnego dwa zamki. Oba obiekty pierwotnie miały charakter obronny. W przeszłości zamek w Czorsztynie znajdował się po stronie polskiej, a ten w Niedzicy po stronie węgierskiej. Warto wspomnieć, że pierwotnie nie istniało tutaj jezioro, które to jest tworem współczesnym. Do dzisiejszych czasów w niewątpliwie lepszym stanie zachował się zamek niedzicki „Dunajec”. Z kolei w ostatnich latach władze parku narodowego podjęły się intensywnych prac renowacyjnych w czorsztyńskim zamku. Oba zamki udostępnione są do zwiedzania, a z jednego do drugiego można przepłynąć promem po Jeziorze Czorsztyńskim. Niesamowite widoki gwarantowane – sprawdzone info. Jestem wielkim fanem zamków, zwłaszcza położonych w terenie górskim, więc ich zwiedzanie sprawiło mi ogromną frajdę. Będąc przy temacie zamków należy wspomnieć jeszcze o jednym – Zamku Pienińskim. Znajduje się on na Górze Zamkowej, w masywie Trzech Koron. Zostały po nim jedynie ruiny. Jest on jednak wart odnotowania, ze względu na to, że jest to najwyżej usytuowana w polskich górach budowla o charakterze obronnym (750 m n.p.m.).

DSC01994.JPG
Zamek Dunajec w Niedzicy i Jezioro Czorsztyńskie

Żeby nie przedłużać pozostałe ciekawe miejsca jedynie wypiszę:

– Wąwóz Szopczański (w drodze na Trzy Korony od strony Sromowców Niżnych)

– Wąwóz Homole (w rejonie Pienin Małych, niedaleko miejscowości Jaworki)

– Wysoka (najwyższy szczyt całych Pienin)

– Czerwony Klasztor (miejscowość z malowniczym klasztorem o tej samej nazwie, po stronie słowackiej)

Najważniejszymi miejscowościami recepcyjnymi Pienin i okolic są:

– Szczawnica

– Krościenko nad Dunajcem

– Sromowce Niżne i Wyżne

– Niedzica

– Czorsztyn

– Jaworki

Osobiście odwiedziłem Czorsztyn, Niedzicę oraz Szczawnicę. Najwięcej czasu poświęciłem na tę ostatnią. Uważam, że jest to najciekawsze i najbardziej atrakcyjne miasteczko po polskiej stronie Pienin. Jest to miejscowość posiadająca status uzdrowiska. Jej zabytkowa, uzdrowiskowa część posiada niezwykły klimat, niespotykany w żadnym innym polskim uzdrowisku (ciekawe zdjęcie Szczawnicy znajdziecie w pierwszym poście o turystyce uzdrowiskowej). Unikatowe bryły budynków uzdrowiskowych (w tym znajdujących się przy Placu Dietla) oraz Park Górny i Dolny zawdzięczamy przede wszystkim Józefowi Szalayowi – węgierskiemu lekarzowi, który to jest uznawany za ojca sukcesu miasta jako uzdrowiska.  Szczawnica posiada wiele obiektów infrastruktury turystycznej zarówno noclegowej, gastronomicznej jak i kulturalno-rozrywkowej. Będąc w Szczawnicy trzeba koniecznie spróbować wód leczniczych. Każda z nich ma charakterystyczny, czasem odrażający posmak… ale czego nie robi się dla zdrowia. Warto również wjechać wyciągiem krzesełkowym na Palenicę, z której rozciąga się piękny widok na miasto. Oczywiście podczas mojego wjazdu na górę pogoda nie dopisała. Jeśli chodzi o gastronomię to mogę polecić restaurację działającą przy obiekcie noclegowym Apartamenty Park, znajdującą się niedaleko dolnej stacji kolejki. Można tam spróbować m.in. potrawę o enigmatycznej nazwie „Przysmak Dunajcowy”. Moje pięć dni w Pieninach były bardzo udane. Dowodem tego może być fakt, że na podstawie tej wycieczki napisałem swoją pracę licencjacką o turystyce uzdrowiskowej, Pieninach i Szczawnicy.

DSC01838.JPG
Park Dolny w Sczawnicy
WP_002428
Przysmak Dunajcowy

Na krańcu Polski – Bieszczady

Bieszczady to pasmo górskie położone w południowo-wschodniej części kraju. Według fachowego podziału góry te są częścią Beskidów Wschodnich, które to z kolei wchodzą w skład Zewnętrznych Karpat Wschodnich. Dzielą się one na Bieszczady Zachodnie, położone na terenie Polski, Ukrainy i Słowacji oraz Bieszczady Wschodnie Leżące w całości po stronie Ukraińskiej.

Najwyższym szczytem polskiej części jest Tarnica, wznosząca się na wysokość 1346 m n.p.m. i to ona jest niezaprzeczalnie jednym z najważniejszych celów podróży większości turystów udających się w te rejony. Wybierając się w jakieś góry zawsze moim głównym „zadaniem” jest wejść na najwyższy szczyt danego pasma. Nie inaczej było tym razem. Mimo, że na Tarnicę wszedłem ponad rok temu to do dziś pamiętam mordercze schody prowadzące na jej szczyt, pot lejący się z mojej twarzy oraz około 30-stopniowy upał panujący w tamten lipcowy dzień. Wybierając się na ten szczyt warto przejść pętlę prowadzącą m.in. przez Halicz i Rozsypaniec. Tak też zrobiłem i ja. Z Wetliny w której miałem nocleg dojechałem busem do Wołosatego z którego to wyruszyłem na szczyt. Według mnie cała trasa licząca około 20 km jest bardzo malownicza, jednak sama Tarnica nie jest bardziej atrakcyjna niż inne szczyty mijane po drodze. Tym co wyróżnia Tarnicę i inne szczyty Bieszczadów w skali kraju są połoniny. Jest to pozbawiona drzew formacja roślinna znajdująca się ponad górną granicą lasu. Jej charakter jest naturalny, jednak w wyniku działalności antropogenicznej jej zasięg uległ zdecydowanemu poszerzeniu. W Bieszczadach znajdują się całe masywy porośnięte tą formacją roślinną, a najsłynniejsze z nich to Połonina Wetlińska i Caryńska. Najbardziej urokliwie wyglądają jesienią, kiedy to roślinność przybiera kolorowe barwy. Nie widziałem tego zjawiska osobiście, ale dzięki temu mam powód aby tutaj wrócić. Połonina Wetlińska widziana w środku lata również zrobiła na mnie duże wrażenie. Muszę szczerze przyznać, że to jeden z lepszych widoków jaki widziałem w polskich górach, a rozeznanie już jakieś tam mam. Innymi szczytami, na które warto się wybrać będąc w Bieszczadach są Wielka i Mała Rawka, Krzemieniec oraz Rabia Skała. Ze względu na ograniczony czas podróży nie udało mi się na nie wejść, ale… wszedłem na Jawornik koło Wetliny, którego szczerze odradzam. Cała droga prowadziła przez las, a o ciekawe panoramy, które uwielbiam było niezmiernie trudno. Jedyną zaletą tego dnia było zdjęcie jaszczurki, które udało mi się zrobić. Mimo, że raczej nie lubię fotografować zwierząt (może dlatego, że nie mam odpowiedniego sprzętu) to zdjęcie bardzo mi się podoba. Zachęcam również do wizyty w Rezerwacie Przyrody Sine Wiry, obejmującym 7-kilometrowy odcinek doliny Wetlinki i Solinki.  W wyniku osunięcia się skał powstało tutaj Jeziorko Szmaragdowe. W okolicy rezerwatu prowadzą ciekawe szlaki rowerowe. Udało mi się zrobić ciekawą pętlę liczącą około 50 km. Dla maniaków wycieczek rowerowych, do których się zaliczam prawdziwa frajda. To była pierwsza wycieczka rowerowa podczas której jeździłem w kasku. Mimo tego, że nie lubię jeździć w kasku to ze względu na strome zjazdy zdecydowałem się go użyć – bezpieczeństwo najważniejsze. W większej odległości od najbardziej obleganej części Bieszczadów warto zobaczyć Jeziora Duszatyńskie. Są to 2 niewielkie zbiorniki wodne pochodzenia osuwiskowego.Są one malowniczo usytuowane na terenach leśnych w pobliżu wsi Duszatyn.

DSC01446
Połonina Wetlińska
DSC01576.JPG
Sine Wiry
DSC01780.JPG
Jaszczurka spotkana w drodze na Jawornik

W Bieszczadach występuje również wiele walorów antropogenicznych. Pierwszym z nich jest Jezioro Solińskie. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, iż zbiornik wodny mający w nazwie słowo jezioro jest pochodzenia naturalnego. Otóż nic bardziej mylnego. Jezioro Solińskie tak naprawdę jest sztucznym zbiornikiem retencyjnym, utworzonym na Sanie z najwyższą w Polsce zaporą (ponad 81 m wysokości i 660 m długości). Spacerując po zaporze można ujrzeć nie tylko przepiękny widok na jezioro, ale również ogromny mural, który powstał na niej w ostatnich latach. Ogrom tamy, spacer po niej trwający dłuższą chwilę zrobił na mnie wrażenie, jednak komercja i wszechobecne budki z chińskimi pamiątkami w okolicy były nieco przytłaczające. Jezioro ma idealne warunki do uprawiania sportów wodnych, zwłaszcza pływania łodziami żaglowymi. Ze względu na pogodę, która się popsuła w trakcie wizyty nad jeziorem nie udało się mi skorzystać z oferty wypożyczalni sprzętu. Bardzo żałowałem, ponieważ urozmaicony kształt i linia brzegowa jeziora widziana z tafli wody byłyby pewnie interesującym widokiem. Będąc tutaj warto również odwiedzić pobliskie miejscowości – Solinę i Polańczyk. Subiektywnie według mnie bardziej godna uwagi jest ta druga miejscowość. Posiada ona status uzdrowiska. Leczy się tutaj m.in. choroby układu oddechowego i moczowego. We wsi znajduje się publiczna plaża. Mówiąc o dziedzictwie kulturowym Bieszczadów koniecznie należy wspomnieć o cerkwiach. Jest to region obfitujący w tego typu obiekty, a ich znaczenie doceniło UNESCO. W 2013 roku 8 cerkwi po stronie polskiej i 8 po ukraińskiej zostało wpisanych na Światową Listę Dziedzictwa. Te w województwie podkarpackim znajdują się w Radrużu, Chotyńcu, Smolniku i Turzańsku. Nieco inną, ale równie ciekawą atrakcją jest wąskotorowa kolejka leśna. Kursy odbywają się na trasie Majdan-Przysłup-Majdan oraz Majdan-Balnica-Majdan. Pierwotnie linia ta (na dłuższej trasie) miała pomagać w eksploatacji miejscowych lasów, a w obecnych czasach odtworzono infrastrukturę i jest ona wykorzystywana w celach turystycznych. Atrakcja ta jest idealna dla rodzin z dziećmi i fanów kolei. Nie zaliczam się ani do pierwszej ani do drugiej grupy więc odpuściłem sobie kolejkę.

DSC01761.JPG
Jezioro Solińskie, widziane z Polańczyka

Prawdziwego turystę z krwi i kości do wizyty w Bieszczadach zachęcić może ich naturalność i dzikość. Są one jednym z niewielu pasmu górskich, które nie zostały skomercjalizowane. Do dziś w najważniejszych miejscowościach recepcyjnych (m.in. Wetlina, Cisna, Ustrzyki Górne czy Wołosate) nie powstała chaotyczna, przytłaczająca swym zagęszczeniem infrastruktura turystyczna. Z pewnością dla każdego turysty szukającego spokoju i możliwości obcowania z naturą Bieszczady będą idealnym rozwiązaniem. Jedynie w szczytowym sezonie turystycznym i to na najważniejszych szlakach prowadzących właśnie m.in. szczytami połonin czy na Tarnicę można spotkać większe skupiska turystów. Jest to idealne miejsce do uprawiania turystyki przede wszystkim pieszej i konnej, ale także rowerowej. Wyjazd w Bieszczady był jednym z bardziej udanych. Pogoda (z wyjątkiem popołudnia nad Jeziorem Solińskim) dopisała, towarzystwo odpowiednie, brak tłumów na szlakach oraz te widoki – coś cudownego.

U życiodajnych zdrojów – turystyka uzdrowiskowa

Turystyka uzdrowiskowa jest jedną z wielu form podróży. Podziału turystyki pod kątem różnych kryteriów dokonam w jednym z kolejnych postów. Nie bez powodu jest to temat na pierwszy  post. Otóż kończąc studia licencjackie na kierunku turystyka i rekreacja moja praca dyplomowa dotyczyła właśnie tego tematu. Punktem wyjścia do rozważań o tej formie turystyki jest zdrowie. Jest to główny motyw wyjazdów do uzdrowisk. W tym miejscu należy wspomnieć, że zdrowie nie objawia się jedynie brakiem choroby (jak sądzi większość ludzi). Ważne jest również osiągnięcie ogólnego fizycznego i psychicznego dobrostanu. Dopiero po spełnieniu tych wszystkich kryteriów można powiedzieć, że ktoś jest w pełni zdrowy. Wracając do głównego tematu posta turystyka uzdrowiskowa to wszelkie wyjazdy poza miejsce stałego zamieszkania związane z kuracją sanatoryjną, rehabilitacyjną i lecznictwem uzdrowiskowym.

Ważnym zagadnieniem łączącym się z tematem jest pojęcie uzdrowiska. Uzdrowisko jest to miejsce, gdzie prowadzone jest leczenie uzdrowiskowe. Aby miejscowość mogła posiadać status uzdrowiska konieczne jest występowanie na jej obszarze złóż naturalnych surowców mineralnych, które mają potwierdzony dobry wpływ na zdrowie ludzkiego organizmu. Mogą być to m.in. wody mineralne i torfy lecznicze. Niezbędne jest również występowanie korzystnego mikroklimatu. Aby można było mówić o uzdrowisku konieczne jest istnienie zakładów i urządzeń leczniczych. Jeśli chodzi o aspekty techniczne to miejscowość uzdrowiskowa musi posiadać odpowiednią dostępność komunikacyjną (zarówno dojazd do miejscowości jak i poruszanie się po jej obszarze), infrastrukturę energetyczną i komunalną.

W Polsce aż 45 miejscowości posiada status uzdrowiska. Dzielimy je na uzdrowiska nizinne, nadmorskie, podgórskie i górskie. Najwięcej występuje ich w województwach dolnośląskim, małopolskim i zachodniopomorskim. Do najbardziej znanych polskich uzdrowisk można zaliczyć: Ciechocinek, Nałęczów, Kudowę-Zdrój, Duszniki-Zdrój, Szczawnicę, Rabkę-Zdrój i Kołobrzeg. Biorąc pod uwagę m.in. rosnącą ilość czasu wolnego Polaków,  coraz wyższy poziom świadomości zdrowotnej i wydłużającą się długość życia można sądzić, iż turystyka uzdrowiskowa ma dużą szansę na rozwój. Aby jednak to nastąpiło konieczne są jednak inwestycje w miejscowościach uzdrowiskowych podwyższające standard świadczonych usług oraz promocja miejscowości w kraju i za granicą.

DSC01829.JPG
Plac Dietla w Szczawnicy, po prawej stronie pijalnia wód